Jesienny spacer z dziećmi

Ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała. Polska złota jesień nie nadeszła. Choć nie było zimno, to za oknem wciąż padał deszcz lub śnieg. Wczoraj jednak zrobiła się super pogoda. Niewiele myśląc zabrałem dzieci na spacer.

Magurka

Korzystając z okazji, że do pleneru ślubnego było kilka godzin czasu, postanowiliśmy razem z rodziną Artura Strąk odwiedzić schronisko na Magurce koło Bielska-Białej. Standardowo wzięliśmy puszki ze sobą by popełnić kilka zdjęć -takie skrzywienie zawodowe :)

Artur oczywiście dzielnie targał statyw. Ma chłop kondycje -pomyślałem.

W końcu trzeba strzelić kilka zdjęć ;)

I schronisko na Magurce w pełnej okazałości.

Na górze silnie wiało i jak zaszło słońce zrobiło się chłodno, dlatego zwyczajowo udaliśmy się na gorącą herbatę z cytryną. Julia, córka Artura, trochę nudziła się, a zwierzaki weszły jej na głowę :)

Ślub z przygodami

Wszystko było zaplanowane i zapięte na ostatni guzik, jednak licho nie śpi i jak na złość kwadrans po drugiej rozsypała się Marzenie bransoletka. Świadkowa Kasia wzięła rozsypaną biżuterię w swoje ręce  próbując ją naprawić.

Jednak to był dopiero początek problemów. Czas uciekał tego dnia szybciej niż zwykle, a Pana Młodego jak nie było, tak nie było. Utknął w korku. Auta przesuwają się w żółwim tempie. Marzena wykonuje co chwilę nerwowe telefony, a na jej twarzy rysuje się prawdziwy niepokój, momentami przechodzący w rozpacz.

Pocieszałem Marzenę, bo było jeszcze jest trochę czasu. I faktycznie, minutę później auto zajechało pod dom, jednak pech nie odstępował ich tego dnia nawet o krok. Okazało się, że w całym pośpiechu złamał się jeden kwiat w bukiecie -dramat. Zwiążcie kwiat zieloną nitką do kwiatka obok – podpowiadam nie mając żadnego innego sensownego pomysłu.

Okazuje się,  że przyjechaliśmy 14:55 na miejsce. Jesteśmy na czas -myślę. Ledwie wyszli z auta zaczęły grać organy, więc szybka zmiana obiektywu i na pozycję. Stają na progu kościoła -odetchnąłem – uff.

Potem nie było już niespodzianek i narzeczeni powiedzieli sobie sakramentalne TAK.

Później były grosze na szczęście.

Przed kościołem czekała już bramka – roboty drogowe, przejazdu brak ;)

W restauracji powitano ich staropolskim  zwyczajem – chlebem i solą.

Po obiedzie zaczął padać deszcz. Kiedy ustał, wybraliśmy się na kilka zdjęć do pobliskiego parku. Zaczęło się bardzo intymnie.

Nie zabrakło też spontanicznych wygłupów.

A po powrocie na salę zabawa zaczęła się na całego.

Całość zwieńczył efektowny rzut welonem.

© Copyright Marcin Fenger Fotografia - Designed by Pexeto